- Nie. Bywasz gorący albo zimny.

wokół Guadalupe, nawet jeśli z logicznego punktu widzenia była to
Milla słyszała dziesiątki takich historii. Ludzie bali się mówić o
- Czy nie odkupiłaś już swojej rzekomej winy po stokroć?
zrobić im krzywdy, choć samą obecnością na miejscu schrzanili mu
piękne brązowe oczy kusiły niejednego. Siwe pasmo we włosach
skończyło!
przemytników, o roli Susanny w tym wszystkim. Poznali nazwisko
* Zanim lekarz w USA może otworzyć własną praktykę, musi
ciągle rzyga jak kot.
kombinacji. Potem będzie musiał podbiec do przodu, aby wyraźnie
- Na spotkanie z klientem. Założył marynarkę. Felicity nawet nie podniosła głowy znad gazety, tylko zagryzła w zamyśleniu dolną wargę. Angela wychyliła się do przodu, nagle zainteresowana. - Ile lat ma ten klient? Co to za pytanie? - Cholera, nie wiem. - Derrick poklepał się po kieszeni marynarki, chcąc się upewnić, czy ma papierosy. - A jakiej jest płci? - Słucham? - Derrick dostrzegł błysk w oczach córki. Tak bardzo przypominała mu Angie... - Twój klient jest mężczyzną czy kobietą? - Do niedawna Oscar Leonetti był na pewno mężczyzną. Nie sądzę, żeby zrobił sobie operację zmiany płci. - A gdzie to spotkanie? - spytała niewinnie. Felicity podniosła głowę znad gazety i spojrzała na męża. Derrick myślał, że zapadnie się pod ziemię od podejrzliwego spojrzenia córki. - W Portland. W Heritage Club. - Złapię cię tam w razie czego? - spytała Felicity, a Derrick pokiwał głową. Członkowie i obsługa Heritage Club zawsze go kryli. Jak zresztą każdego. Jeżeli ktoś z rodziny był na tyle odważny, żeby tam do niego dzwonić, pracownicy klubu dawali mu znać przez telefon komórkowy i wracał do żony w ciągu piętnastu minut. Nigdy niczego nie podejrzewała. - Czy dla Heritage Club pracuje Lorna? - spytała Angela. Felicity pobladła. Derrickowi zamarło serce. Tylko bez paniki. - Nie wiem. Może jest kelnerką, albo hostessą. Często się zmieniają. - Skąd, do diabła, Angela dowiedziała się o Lornie? Zbieg okoliczności? Raczej nie. O ile można wierzyć wrednemu błyskowi w oczach córki. - Ach. Pomyślałam, że może chciałbyś się z nią zobaczyć, bo dzwoniła dzisiaj. Powiedziała, że ma dla ciebie paczkę. - Przesyłkę? - Derrick starał się szybko myśleć. Lorna była zdesperowana i nie miała żadnych oporów. Szczytem głupoty i nierozwagi było dzwonić do niego do domu. - Chyba zdjęcia. - Angela uśmiechnęła się do ojca i odgarnęła włosy z oczu. Wiedziała, co robi, i przyprawiała go tym o mdłości. Jego córka jakimś cudem dowiedziała się o jego tajemnicach. - A niech mnie. - Felicity zamknęła oczy i potrząsnęła głową. Derrick wpadł w panikę. Ona też wiedziała. - Nie mogę uwierzyć, że też nikt na to nie wpadł! - Na co? - Na ładnej młodej twarzy Angeli malowała się rozkosz. - Na nic. - Felicity z gazetą w ręku wstała i skierowała się do gabinetu. - Powinieneś to chyba zobaczyć - powiedziała ściszonym głosem. Derrick nie miał wyboru - musiał iść za nią. To był problem ich małżeństwa. Felicity upierała się, żeby ciągnęli to przedstawienie. Zawsze nim dyrygowała i dyktowała, co ma robić. Twierdziła, że jest bezmózgowcem. Zmuszała, żeby chodził na nudne przyjęcia. Zapraszała przyjaciół ich rodziców na obiady i wiodła z nimi polityczne dyskusje, których nie znosił. Czuł się tak, jakby miał w nosie koło, do którego był przyczepiony łańcuch, za który ciągała go Felicity. Pomyślał o Lornie i jej wielkich, miękkich cyckach. Teraz na niego nie działały. Dotarło do niego, że od miesięcy go zwodziła, podsyłając swoją córkę jako przynętę, żeby potem nagrać wszystko na wideo. A on się na to nabrał. Felicity zamknęła drzwi. Derrick czekał, kiedy wybuchnie bomba. Może i dobrze. Czas przestać się chować i kłamać. - Chase to nie Chase - wyszeptała z błyskiem w oku. - Co? - O czym ona mówi? Znowu miał wrażenie, że serce wyskoczy mu z piersi. Nerwowo potarł kciukiem palec wskazujący. - Wiedziałam, że coś jest nie tak - powiedziała do siebie, jakby coś knuła. Lekko zmrużyła oczy. - Dobrze mi się wydawało, wtedy, na tym cholernym wywiadzie. Cassidy wyglądała, jakby zobaczyła ducha, a Chase... nie był sobą. Chase nie żyje. Na pewno. - Hej, chwileczkę - Derrick nie nadążał za jej tokiem myślenia, ale poczuł ulgę, że tym razem nie chodziło o jego mały brudny sekret. - Mówisz niejasno. Co masz na myśli, mówiąc, że Chase to nie Chase? - Nie mogę uwierzyć, że jesteś tak ciemny. - Podsunęła mu gazetę pod nos. - Sam zobacz. Brig McKenzie mógł się ukrywać pod nazwiskiem Marshalla Baldwina, ale teraz zasłania się innym. Ten bydlak podszywa się pod swojego brata. Zaczynał rozumieć. - Myślisz, że Chase to w rzeczywistości Brig? - Boże, ona naprawdę zwariowała. - Tak! Tak! Spójrz tylko. - Pomachała mu gazetą przed nosem. - Siedziałam! - Na jej ustach pojawił się blady uśmiech. - Dobrze by było to sprawdzić.
mieszkaniu, próbując nadgonić wszystkie inne zaległości. Była przy
rytmicznie, dążąc do własnego szczytu, a tym samym przedłużając
chodziło tu bynajmniej o choroby przenoszone drogą płciową. Diaz

- Przyśle ich... powiedział, że ich przyśle.

Będzie musiała powyrzucać kamienie z domu. Justin nie będzie
Po dwóch latach wreszcie namiar na Diaza! Serce waliło jej w
- Albo wybrano za ciebie. Nie musisz aż tak zasuwać, wiesz?

niskim, że z trudnością je dosłyszała, ale sens zrozumiała doskonale.

gabinecie albo... Potrząsnął głową. Może jednak będzie najlepiej, jak znajdzie sobie żonę.
Hrabia nie zamierzał mówić, jakie wrażenie zrobiła na nim panna Gallant, a tym
Pomyślała o Santosie i na moment straciła pewność siebie. Z „Times Picayune” i wiadomości telewizyjnych wiedziała, że to on prowadzi sprawę Śnieżynki. W czasie dwóch miesięcy, jakie minęły od chwili znalezienia ostatniej ofiary, był pod silnym ostrzałem i magistratu, i prasy. Pokazał się nawet kilka razy w telewizji, budząc w Glorii niechciane, spychane w niepamięć wspomnienia.

Zamyślił się, jakby rozważając odpowiedź. Wybierając jedno

jak niewiele go obchodzi ludzka opinia.
dziecko, kochanie. Ona cię potrzebuje.
ułagodzi jej gniew. Zresztą nie zostawiła mu wyboru. Musiał usunąć barierę, która ich